Wiadomości

Jesteś ciekaw, ile sąsiad wziął dopłaty? Dowiesz się bez problemu

Chcesz mieć dopłatę do uprawianej ziemi - musisz się liczyć z tym, że urzędnicy opublikują jej wysokość w internecie.

Fot.: Mariusz Kapala

Chcesz mieć dopłatę do uprawianej ziemi - musisz się liczyć z tym, że urzędnicy opublikują jej wysokość w internecie.

W internetowej bazie ministerstwo rolnictwa umieszcza każdego, kto otrzymał choćby kilkaset złotych unijnej dopłaty do ziemi. Opolscy rolnicy nie są z tego zadowoleni.

 

Na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi znajduje się wykaz wszystkich beneficjentów wspólnej polityki rolnej.

Dzięki prostej wyszukiwarce można łatwo odnaleźć każdego rolnika: wystarczy znać nazwisko i nazwę gminy, w której mieszka, by dowiedzieć się, jaką kwotę z unijnych dotacji wziął w 2015 roku.

 

Na całą Opolszczyznę przypadło około 950 mln zł, choć znaczna część tych pieniędzy to dotacje dla samorządów (np. województwo opolskie dostało 12 mln, a gmina Lasowice 5 mln) na przeróżne inwestycje na terenach wiejskich.

Rekordzistami w gronie rolników są wielkie przedsiębiorstwa: głubczycki Top Farms przyjął w 2015 roku blisko 12 mln zł dopłaty, niewiele mniej zgarnął Kombinat Rolny Kietrz.

 

Kontrowersje budzą jednak kwoty przy rolnikach indywidualnych, z których najwięksi otrzymują po kilkaset tysięcy złotych

 

Na konto opolskiego rekordzisty wpłynęło w 2015 roku ponad 2,5 mln zł.

Na przeciwległym biegunie są gospodarze z dopłatami wynoszącymi po kilkaset złotych - najmniejsza kwotą, jaką znaleźliśmy, to 250 zł.

Cała rzesza gospodarzy dostaje jednak po kilka-kilkanaście tysięcy złotych rocznie.

 

Unijni, a w ślad za nimi polscy urzędnicy tłumaczą, że na tym polega transparentność i przejrzystość w finansach publicznych.

- Tłumaczenie się nie zmienia, ale budzi to sporo kontrowersji, bo uważam - i chyba potwierdzi to każdy rolnik - że powinniśmy mieć prawo zachować dochody dla siebie - mówi Herbert Czaja, prezes Izby Rolniczej w Opolu, również jeden z rolników, którego nazwisko znalazło się w bazie ministerstwa.

 

- Publikując takie dane można tylko skłócić sąsiadów, nie mówiąc już o tym, że na tacy podaje się kwoty ludziom, którzy czyhają na cudze pieniądze - ocenia Herbert Czaja. - Dopłaty również w żaden sposób nie mówią, czy ktoś jest dobrym rolnikiem, bo w głównej mierze zależą od ilości gruntów. Rozumiem, że potrzebna jest kontrola finansów, ale po to funkcjonuje państwo, po to są urzędy skarbowe, żeby one mogły wszystko sprawdzać.

 

Ale nie wszyscy narzekają na tę jawność.

- Być może patrzę na to inaczej, bo sam byłem pracownikiem agencji rolnej, ale nie widzę w tym żadnego problemu - mówi Konrad Gęsiarz, namysłowski radny i jednocześnie rolnik. - Na wsi i tak każdy orientuje się, kto ma ile ziemi, pola po cichu nie da się uprawiać, a stawki dopłat specjalnie się nie zmieniają i łatwo policzyć, ile ktoś może otrzymać pieniędzy. A mniej zorientowani mogą się przekonać, że rolnicy w zdecydowanej większości nie otrzymują takich wielkich pieniędzy, jak się czasem uważa.

Komentarze (13)

By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.